Problem Boeing 747

Rozmawiając ze starym kolegą z uczelni naszła nas ochota na akademickie filozofowanie. Rzecz dotyczyła zakresu działalności mojej firmy – brzmi poważnie. Całą rozmowę można skrócić tak:

Kolega: Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego!

Moja riposta
Czysto teoretyczny przykład:

Jeżeli poprosisz firmę A o stworzenie deskorolki, to firma A mająca doświadczenie w systemach dedykowanych dla banków weźmie Boeinga 747, obetnie skrzydła, wyłączy silniki odrzutowe, ograniczy podwozie do 4 kompletów i GOTOWE! Boeing 747, który przypomina deskorolkę. Czas rozpocząć dwu letni okres testów.

Jeżeli poprosisz firmę B o stworzenie deskorolki, to firma B mająca doświadczenie w robieniu wizytówek firm, weźmie deseczkę, 4 łożyska, 4 kółka i GOTOWE! Deskorolka gotowa…

Rozumiecie o co mi chodzi?? Dlatego lubię robić różne rzeczy (małe i duże) bo nie tracę perspektywy całości. Dzięki temu zawsze robię to, co jest w umowie – czyli deskorolkę z 5 kółkami napędzanymi energią słoneczną…

I nie wytłumaczysz klientowi, że wersja 4 kółkowa popychana nogą będzie lepsza…

Takie czasy.